Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia prowansalskich domów, pomyślałam – to niemożliwe, żeby taki styl sprawdził się w moim trzydziestometrowym mieszkaniu. Lawenda, pościelone lniane obrusy, grube drewniane belki pod sufitem. W bloku z wielkiej płyty? Brzmiało jak żart. A jednak po latach eksperymentów przekonałam się, że prowansalski styl to nie tylko wiejskie chaty z kamienia, ale przede wszystkim stan umysłu i umiejętność dobierania konkretnych materiałów. Zamiast marzyć o przestronnej kuchni z kominkiem, zaczęłam od wymiany podłogi na deski z odzysku, które położyłam sama w weekend.
Kluczowa okazała się paleta barw. Prowansja to nie jest wyłącznie fiolet lawendy, jak wielu sądzi. To przede wszystkim biel wyblakła od słońca, złamana szarość kamienia, beż suszonej trawy i delikatny błękit nieba tuż przed zachodem. W małym przedpokoju pomalowałam ściany na kolor écru, a listwy przypodłogowe na biało. Dzięki temu przestrzeń optycznie się powiększyła. Dołożyłam wiklinowy kosz na buty i lustro w prostej, drewnianej ramie. I tu pojawił się pierwszy poważny problem – gdzie schować pościel dla gości, która w takim wnętrzu nie może leżeć na wierzchu.
Rozwiązanie przyszło z konieczności. Zamiast tradycyjnej wersalki, która w prowansalskim salonie wyglądała jak obcy element, postawiłam na konkretne meble. Wybrałam lozko z pojemnikiem na posciel w kolorze bielonego dębu, z tapicerką w odcieniu surowego lnu. To był strzał w dziesiątkę. Pojemnik pomieścił całą pościel, dodatkowe koce i letnie ręczniki. A sama kanapa z funkcja spania okazała się zbawienna, gdy niespodziewanie przyjechali znajomi z dziećmi. Mechanizm DL pozwala rozłożyć ją w kilka sekund, bez zdejmowania poduszek.
Przy wyborze materaca kierowałam się konkretami. Nie chciałam dmuchanego ustrojstwa, które budzi o trzeciej nad ranem. Postawiłam na materac piankowy o grubości 16 cm na stelazu listwowym. To połączenie daje odpowiednie podparcie kręgosłupa, a jednocześnie materac jest na tyle lekki, że bez mogę go samodzielnie podnieść przy sprzątaniu. Listwowy stelaz zapewnia cyrkulację powietrza, co w wilgotnym klimacie ma ogromne znaczenie. Żadnej pleśni, żadnego zapachu stęchlizny.
Tapicerka welurowa to był mój mały luksus. W prowansalskim wnętrzu, które kojarzy się z surowością i prostotą, welur dodaje głębi i miękkości. Wybrałam odcień bladej moreli. Siedzi się na tym cudownie, a przy okazji materiał jest odporny na ścieranie. Moje dwie koty próbowały ostrzyć pazury, ale welur się obronił. No i te refleksy światła – o poranku, gdy słońce wpada przez okno, tapicerka mieni się delikatnie jak piasek na plaży.
Oświetlenie w prowansalskim stylu to osobna historia. Żadnych zimnych jarzeniówek. Postawiłam na lampy z abażurami z naturalnego lnu i rattanu. W kącie stoi stara drabina, która służy jako regał na książki. Na niej suszone zioła – lawenda, tymianek, rozmaryn. Zapach unosi się w całym mieszkaniu. Do tego ceramiczne doniczki z oliwką i aloesem. Rośliny wnoszą życie i miękkość do geometrycznych wnętrz bloku.
Znalazłam też sposób na przechowywanie w kuchni. Zamiast plastikowych pojemników, które psułyby cały klimat, używam szklanych słojów i wiklinowych koszy. Na blacie stoi gliniany dzbanek na sztućce. Nawet deska do krojenia jest z drewna oliwnego. Drobiazgi, ale to one składają się na spójną całość. I najważniejsze – nie oszalałam na punkcie lawendowych wzorków. Jeden obrus w lawendę, jedna poduszka, reszta stonowana.
Po roku mieszkania w tym stylu widzę, że prowansalski wystrój da się pogodzić z polskim blokowiskiem. Nie trzeba wielkiego domu z ogrodem. Wystarczy konsekwencja, kilka dobrych wyborów meblowych i umiar w dekoracjach. A gdy wieczorem zapalam świecę o zapachu lawendy i siadam na welurowej kanapie, czuję się jak w małym kawałku Prowansji, nawet gdy za oknem pada deszcz.
If you have any issues with regards to wherever and how to use Przeczytaj Więcej W tym artykule, you can call us at the site.